Teatralna podróż tropem skutków ubocznych „Wesela”


W sobotę 13 lutego Miejsko-Gminne Centrum Kultury i Sportu w Choroszczy gościło spektakl „Rachel czy Pepka? – czyli geszefty, szmoncesy i kłopoty Singera” w adaptacji sceny RODE. Lidia i Mariusz Marczykowie oraz Jerzy Miedziński zabrali ponad stuosobową publiczność w niezwykłą podróż do Krakowa sprzed wieku, miasta rozedrganego od plotek po wystawieniu „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego.

Dramat wkrótce po premierze spowodował prawdziwy kataklizm w życiu rodziny Singerów. Bo jak żyć, kiedy nagle egzystencja została przetransponowana na byt literacki? Czy można pozostać sobą, kiedy wszyscy wokół się zmieniają w zupełnie inne osoby? A może warto utrwalać swój literacki portret i żyć tak, jak się zostało opisaną? W każdym razie nie należy tracić dobrego humoru i warto niejeden szmonces (żydowski dowcip) mieć w zanadrzu, bo przecież smutnym nieustannie nie wypada być – tak w literaturze, jak w rzeczywistości.

Wesele Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną miało miejsce w podkrakowskich Bronowicach Małych 20 listopada 1900 roku. Wśród gości byli między innymi Singerowie, a wszystkich uważnie obserwował Stanisław Wyspiański. Niedługo trzeba było czekać na efekt twórczego zainteresowania mariażem artystyczno-chłopskim, bo już 16 marca 1901 o 19:00 w Teatrze Miejskim w Krakowie odbyła się premiera „Wesela”.

Jakie zawirowanie sztuka uczyniła wśród pierwowzorów postaci? Cóż jedna z nich – Perel (Pepka) Singer – wolała od 1901 uchodzić za Rachel, a od 1919 roku za katoliczkę Józefę. Natomiast jej ojciec – Hirsz – nie chciał uchodzić za „Żyda z Wesela” i żył tak, by obronić swoją egzystencję przed zachłannym wpływem literatury.

O losie Singerówny mamy wzmiankę w „Plotce o Weselu” Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Wokół wyborów jej ojca toczy się opowiadanie z 1972 „Ja jestem Żyd z Wesela” Romana Brandstaettera, którego adaptację gościliśmy w Centrum. Od 22 lat wiele teatrów sięga po tę niebanalną opowieść o wyborze tożsamości, o różnych rodzajach wierności samemu sobie – wierności wobec tradycji i religii oraz wierności do rozwoju osobowości.

Ten konflikt – i smutny, i chwilami komediowy, poniekąd też romantyczny, bo obserwujemy spełnienie się romantycznej idei dosadnego wpływu dzieła na życie, dostrzegamy tworzenie się poprzez literaturę nowego człowieka – Rachel.

Jednocześnie doznajemy kontaktu z dziedzictwem na co dzień utraconym i możliwym do spotkania poprzez zapośredniczenie, jakie daje nam sztuka. Śmiejemy się ze szmoncesów, zresztą bardzo licznych i różnych „gabarytowo”, jakie padają ze sceny. Wzruszamy się, słuchając śpiewu z charakterystyczną melodią, która przed Holocaustem zapełniała tyle uliczek – i w Krakowie, i w Choroszczy.

Nostalgia jest czwartym aktorem w tym przedstawieniu i za niejedną osobą z publiczności kroczyła zapewne aż do domu. A skoro widzowie odeszli bogatsi – a takie mam przeświadczenie z perspektywy ostatniego rzędu – to i praca Sceny Rode nie była daremna. Praca trudna, bo nie mająca oparcia w anturażu wielkich scen, ale w objazdowych występach rodem z tradycji międzywojennej „Reduty” Juliusza Osterwy. Odniosłem wrażenie, że nie gaża, ale przede wszystkim ciepłe i długotrwałe oklaski wspaniałej choroszczańskiej widowni były dla grupy najcenniejszą zapłatą.

Miejsko-Gminne Centrum Kultury i Sportu w Choroszczy w tym roku lutowymi spektaklami powitało nowy sezon teatralny. Będą kolejne spektakle adresowane do widzów dojrzałych, a w pierwsze soboty miesiąca zawitają teatry dziecięce – 5 marca będzie to przedstawienie „Czarne i Białe” Teatru pod Orzelkiem. Cena jak zwykle bardzo przystępna – 5 zł/os., a efekty bezcenne – teatr uczy, bawi, rozwija wyobraźnię i pomaga w skupieniu uwagi, a przy tym gromadzi naprawdę doborowe towarzystwo!

Wojciech Cymbalisty

fot. Mateusz Jacewicz